Aktualności Nauka
a wybory
Z Kancelarii
Prezydenta
Do Sygnatariuszy 50% petycja Polska się cofa Linki O nas
Ankieta 50% koszty uzyskania Geniusze Napisz do nas

Raźno wstecz

Polska się cofa



W światowym rankingu konkurencyjności Polska spadła w ciągu roku o piętnaście miejsc. Wyprzedziły nas Indie, a nawet afrykańska Namibia. Jakaż to niemoc ogarnęła nasz kraj?

EDWIN BENDYK Polityka 13(2005)

Nasz wzrost gospodarczy na poziomie 5 proc. PKB wygląda imponująco w zestawieniu ze stagnacją choćby Niemiec i Francji. Ale zdaniem ekonomistów ze Światowego Forum Gospodarczego (World Economic Forum - WEF), ten wskaźnik to nie wszystko. Co bowiem po rosnącym PKB, gdy pogarsza się konkurencyjność naszej gospodarki? W 2004 r. uplasowaliśmy się pod tym względem na 60 miejscu. W tym czasie większe niż Polska uznanie analityków zyskały m.in. Indie, Panama, Meksyk, Namibia.

Światowe Forum Gospodarcze to założona przez szwajcarskiego ekonomistę Klausa Schwaba międzynarodowa organizacja, która stała się jednym z najważniejszych miejsc refleksji nad współczesnym kapitalizmem. Zasłynęła dorocznymi spotkaniami w Davos, na które zjeżdżają najpotężniejsi ludzie świata - prezydenci i prezesi globalnych koncernów. Ponadto WEF zajmuje się badaniem kondycji globalnej gospodarki i warunkami rozwoju w ponad 100 krajach świata.

Na pytanie, dlaczego tak słabo oceniają konkurencyjność polskiej gospodarki, eksperci WEF odpowiadają: popatrzcie na inne zestawienie, pokazujące jak poszczególne społeczeństwa wykorzystują najnowsze technologie. Bo dziś nikt już nie kwestionuje, że motorem rozwoju są inwestycje w infrastrukturę teleinformatyczną (dostęp do Internetu, informatyzacja przedsiębiorstw i administracji publicznej, itp.) oraz umiejętności jej twórczego wykorzystania. W związku z tym od kilku lat WEF przygotowuje Global Information Technology Report (Globalny Raport Informatyczny), w którym publikuje zestawienie NRI (Network Readiness Index), czyli indeks gotowości sieciowej. W pierwszej edycji z 2003 r. zajmowaliśmy 39 miejsce, blisko sąsiadów z Europy Środkowej, rok później spadliśmy na 47, by w ostatnim raporcie, ogłoszonym 9 marca br., wylądować na pozycji 72 (na 102 badane kraje). Na lepsze oceny zasłużyła m.in. Ghana, Wietnam, Filipiny, by wymienić kilka krajów tzw. Trzeciego Świata. Z państw nowej Unii, dawnych naszych braci w obozie socjalistycznym, najlepsze są Estonia z miejscem 25, Słowenia (32), Węgry (38), Czechy (40), Słowacja (48).

Dr Dominik Batorski, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego, przestrzega co prawda przed bezkrytycznym porównywaniem tych zestawień, bo za każdym razem wykorzystywały one nieco inne dane. Poza tym miejsce w rankingu jest wynikiem średniej obliczonej z uwzględnieniem 51 wskaźników. Pełny obraz uzyskamy, jeśli przyjrzymy się poszczególnym wskaźnikom. Okaże się wówczas, jak wyjaśnia Irene Mia, analityczka przygotowująca raport WEF, że są obszary, gdzie Polska radzi sobie całkiem nieźle. Na przykład systematycznie poprawia się techniczna infrastruktura teleinformatyczna. Możemy się również pochwalić niezłą jakością instytucji naukowych (39 miejsce), kadr naukowych i inżynierskich (39), jakością edukacji matematycznej (39) czy nawet upowszechnieniem Internetu (35).

Komputer... do kożucha

Problemy jednak zaczynają się, gdy zasoby te próbujemy wykorzystywać. Okazuje się wówczas, że owszem, niemal cały polski biznes zaopatrzył się w komputery i ma dostęp do Internetu, ale nie wie, po co. Tomasz Kulisiewicz, analityk rynku informatycznego, przygotowujący co kwartał od 2003 r. tzw. indeks MSI, badający małe i średnie firmy, komentuje: - Choć wszystkie badane firmy mają komputery - 45 proc. z nich od 6 do 20 - a ponad 96 proc. dostęp do Internetu, z tego 75 proc. przez stałe łącze, to jednak nadal przedsiębiorcy traktują IT dość pasywnie - raczej jako konieczność i pozycję w kosztach, a nie środek rozwoju firmy i zwiększenia jej konkurencyjności.

To traktowanie technologii jako zła koniecznego dobrze pokazują najtwardsze z twardych danych: wydawane na technologię pieniądze. Dr Michał Goliński ze Szkoły Głównej Handlowej: - Wydajemy najmniej z całego środkowoeuropejskiego peletonu. Przeznaczamy na informatykę 106 euro rocznie na głowę, a więc 2,1 proc. PKB, Czesi 252 euro, czyli 4 proc. PKB. Dla porównania Amerykanie wydają 1522 euro, 5,5 proc. swojego PKB. Według indeksu WEF pod względem absorpcji nowych technologii przez firmy znajdujemy się na 82 miejscu.

Mówiąc wprost, polski biznes jest coraz bardziej zacofany w porównaniu z zagraniczną konkurencją. I na domiar złego nie rozwija się w Polsce sektor nowych, zaawansowanych technologii, a przynajmniej nie sposób go dostrzec analizując podstawowe dane, jak struktura eksportu. Na sprzedaży oprogramowania zarabiamy tyle samo co czterokrotnie mniejsze Węgry lub Czechy, twierdzi Kulisiewicz. Ciągle, jak w XVII w., handlujemy głównie surowcami, żywnością i wyrobami niskich technologii.

Świat turbo

Jak w warunkach wolnego rynku i kapitalizmu zmienić tę anachroniczną strukturę gospodarki? - Odradzam doraźny interwencjonizm państwa, wszelkie wielkie programy planowej modernizacji nie przyniosą pozytywnego rezultatu - przekonuje Michał Goliński. - Państwo mogłoby jednak zacząć kreować popyt na nowoczesne usługi samo się szybciej modernizując. Gdyby firmy i obywatele mogli rozliczać się z podatków przez Internet, nie byłoby lepszej zachęty do zainwestowania w technologie. Gdyby... Niestety, to właśnie państwu i jego włodarzom zawdzięczamy spadek na 72 miejsce w indeksie WEF. Wyjaśnia Irene Mia: - Jeśli chodzi o mierzony odpowiednim wskaźnikiem stosunek polityków do technologii teleinformatycznych, Polska znajduje się na 99 miejscu. Również niewiele robią dla zmiany otoczenia biznesu. Pod względem utrudnień administracyjnych czyhających na przedsiębiorców lądujemy na miejscu 97, system przetargów publicznych daje nam pozycję 86.

Z kolei z badań Komisji Europejskiej nad stanem e-government (e-administracja, czyli możliwość załatwiania spraw urzędowych przez Internet) wynika, że Polska tradycyjnie zajmuje miejsce na końcu rankingu. Polscy obywatele-internauci mogą załatwić tylko 10 proc. spraw, gdy średnia europejska przekracza 50 proc. W krajach takich jak Irlandia lub Szwecja, chcąc załatwić coś w urzędzie, w ogóle nie trzeba wychodzić z domu.

Prof. Wojciech Cellary z Akademii Ekonomicznej w Poznaniu, który opracował dla UNDP (Organizacja Narodów Zjednoczonych na rzecz Rozwoju) raport "Polska w drodze do globalnego społeczeństwa informacyjnego", jest przygnębiony wynikami WEF: - To wielkie oskarżenie wobec naszej klasy politycznej. Przecież właśnie politycy i kierujący państwem powinni być liderami promującymi rozwój. Tymczasem, głównie za ich sprawą stoimy w miejscu, marnotrawiąc czas i niezłe zasoby. Ze słów prof. Cellarego przebija gorycz, bo przygotowany przez niego trzy lata temu raport najwyraźniej trafił w próżnię. Modernizacja państwa nie stała się priorytetem, co widać dzisiaj w indeksie WEF, a czego skutki zbierzemy w ciągu najbliższych lat.

Zdaniem Irene Mia, problem Polski nie polega na tym, że wystąpił u nas jakiś poważny kryzys, że nagle pogorszyły się warunki. Tyle tylko, ż e reszta świata włączyła turbodoładowanie. Inwestorzy zamiast patrzeć na Polskę, coraz chętniej zwracają uwagę na "zacofany" Trzeci Świat. Chiny są już nie tylko tanim producentem konfekcji i zabawek, ale stają się jednym z najważniejszych centrów zaawansowanych badań naukowych i najnowszych technologii. Do wyścigu z wielkim sąsiadem budzi się drugi kolos - Indie, z wielkimi ambicjami rozwoju na tym polu. Sukcesy indyjskich programistów z Bangalore na światowym rynku pokazują, że nie są to ambicje bez pokrycia. Ale na Indiach świat się nie kończy. Patrick McGovern, amerykański miliarder i szef koncernu wydawniczego IDG, wyłożył niedawno 100 mln dol. na fundusz venture capital (fundusz inwestujący w nowe przedsięwzięcia) w Wietnamie. Gdy go zapytałem, dlaczego akurat tam, odpowiedź była prosta: - Po moich doskonałych doświadczeniach w Chinach i po działaniach, jakie obecnie podejmują władze Wietnamu, by promować rozwój, wiem, że za kilka lat będzie to kolejny tygrys gospodarczy i centrum nowych technologii.

Zagłębie dla Chin

Co się więc stało w Polsce, jaka to niemoc ogarnęła nasz kraj, że przez ostatnie lata drepczemy w miejscu? Zbyt prosto byłoby całą winę zrzucić na polityków, choć rzeczywiście ich udział w modernizacyjnej stagnacji jest nie do przecenienia.

Prof. Michał Kleiber, minister nauki i informatyzacji, który od początku swej kariery rządowej walczy z politykami o nadanie wyższej rangi nauce i technologiom, mówił podczas Salonu "Polityki" w Lublinie: - Wszyscy w Polsce są przekonani, że trzeba budować autostrady. Nigdy jednak nie odbyła się debata, podczas której rozważono by pytanie: czy nie lepiej kosztem 100-150 km autostrad zapewnić wszystkim dostęp do Internetu? I ciągle wśród polityków pokutuje przekonanie, że Polski nie stać na rozwój zaawansowanych technologii, że lepiej je kupować i adaptować. Jak pokazują badania WEF, tak myśląc i postępując straciliśmy w tej chwili nie tylko zdolność samodzielnego rozwoju technologicznego, ale nawet nowych technologii nie potrafimy kupować i efektywnie wdrażać. Tymczasem biedniejsze Chiny przeznaczają na badania i rozwój dwukrotnie większą część PKB niż Polska.

To jednak nie jedyne debaty, jakie się w Polsce nie odbyły. Za jeden z większych sukcesów polskiej transformacji uznajemy zryw edukacyjny, pięciokrotny wzrost liczby studiujących w porównaniu z 1989 r. Nie zwracamy natomiast uwagi, że wymogiem nowoczesnej gospodarki jest nie tylko odpowiednio duży odsetek ludzi z wyższym wykształceniem, ale również masowe kształcenie ustawiczne. Pod tym względem znowu jednak lądujemy na końcu europejskich zestawień. Cieszymy się, że coraz szerszym strumieniem trafiają do polskich szkół komputery, ale przymykamy oko na fakt, że tylko znikoma część nauczycieli wie, jak te komputery wykorzystać.

Możemy się nie przejmować takimi zestawieniami jak indeks WEF, wszak wiemy, że do statystyk trzeba odnosić się nieufnie. Przecież gospodarka kwitnie. Znowu w cenie są węgiel i stal. Owszem. Za sprawą rozwijających się Chin.




Dodaj swoją opinię:

Podpis:
E-adres:



OPINIE CZYTELNIKÓW O POWYŻSZYM ARTYKULE:

Zgadzam się w dużej części. Myślę jednak, że system zawiera mechanizmy samoobronne, które włączą się w porę i ustrzegą naszą naukę przed przewidywaną degradacją.Trzeba mieć nadzieję, że ci którzy idą na końsu długiego szeregu zawsze mogą wykorzystać przywilej uniknięcia błędów poprzedników, lub pozornie przyspieszyć idąc na skróty. Wacław Sklinsmont, 23-04-2006 21:35:20

Ktoś już 20 lat temu bronił tezy, że zacofanie jest atutem, bo można uniknąć błędów idąc na skróty. Debata dotyczyła stanu informatyzacji w czasach ZX Spectrum, Elwro 800 i IBM PC XT. Dzięki takiemu myśleniu znaleźliśmy się w miejscu, gdzie czołówka była jakiś odległy czas temu, a czołówka popełniając błędy poszła sobie dalej. Nasuwa się pytanie, kto się więcej nauczył: ci co wdrażali sprawdzone rozwiązania, czy ci co popełniali błędy? Zadanie polegające na obronie przed degradacją jest źle postawione. Posługując się logiką obrony należało by wskazać wroga: tępi urzędnicy, obcy kapitał, nieuctwo młodzieży (niepotrzebne skreślić). Aby zapobiec degradacji upadających zawodów tworzy się skanseny. Czy chcemy pracować w skansenie? Dlatego twierdzę, że uruchamianie "mechanizmów samoobrony systemu przed degradacją" nie przyniesie spodziewanego pożytku. Właściwie postawione zadanie brzmi: jak rozpoznawać miejsca gdzie mamy wzrost lub rozsądne szanse na wzrost i pielęgnować ten wzrost. O tym chyba mowa w sąsiednim artykule Geniusze. Bartosz Lis, 24-04-2006 16:41:27

Nie sądzę, że będąc na końcu szeregu można osiągnąć sukces! Pragnienie sukcesu jest silniejsze od strachu przed popełnieniem błędu. I to stawia ludzi w czołówce. Ci, którzy są pierwsi, są lepsi. Pozorne przyspieszenie na skróty jest tylko pozornym sukcesem. Lidia Trocha, 27-04-2006 09:48:09